Strategia wyborcza
[edytuj] strategia wyborcza
Początkowo położenie Tymińskiego nie różniła się zbyt od czasu położenia innych (większości z pozostałej piętnastki) kandydatów – proch zagwarantowane sukurs jeno rodziny i bliskich przyjaciół. zgrupowanie ta poszerzyła się wnet o pracowników jednej z warszawskich agencji reklamowych, oraz o dziennikarza "Rzeczpospolitej" i autora wielu książek – R. Samsela, w przeciwieństwie tymczasem do innych, udało się Tymińskiemu nazbierać wymaganą ilość podpisów wobec listą poparcia na obiekt jego osoby, co umożliwiło mu oficjalne zarejestrowanie kandydatury. z na jednej nodze czasu zgłaszali się do niego nadal nowi ochotnicy, których funkcjonowanie tymczasem nie wiecznie uzyskiwała istota sformalizowaną.
Przyjęta przez Tymińskiego strategia wyborcza opierała się na dwóch filarach:
- krytyka pozostających przy władzy elit,
- budowanie obrazu własnego jako człowieka zza układu rządzącego, oraz przez owo lepszego i uczciwszego.
- budowanie obrazu własnego jako polskiego patrioty.
Należy zaznaczyć, iż w tym przypadku to, iż był mężczyzna osobą bliżej nieznaną w Polsce, dawało szerokie niwa do popisu na obiekt zdolności autoprezentacyjnych kandydata. Umiejętne utrwalenie sytuacji umożliwiało takie dostosowanie wizerunku, by sprawić jak w największym stopniu pozytywny i silny efekt. w rezultacie tego też w toku kampanii pojawiały się nadal nowe określenia na jego osobę, generowane przez sztab wyborczy Tymińskiego, iż wymienić tutaj należy tylko takie jak: mieszkaniec świata, przedsiębiorca – darczyńca, biegły problemów ekonomicznych, gość sukcesu, wspaniałomyślny i nienaganny za teren itp., itp. jak pisze M. Cichosz: Podsumowując opis wizerunku, wolno stwierdzić, iż S. Tymiński proponował nowatorski wyobrażenie strategia – biznesmena patrioty, który odniósł nim osobisty sukces materialny i szuka samorealizacji w działalności politycznej. funkcjonowanie polityczna była ponadto w tym przypadku porównywana do działalności charytatywnej. W sytuacji, w której znaczna wydział wyborców uznała, iż jedynymi, którzy odnoszą korzyści z przemian politycznych w kraju są elity, taki wygląd mógł zyskać życzliwość elektoratu.[1]
Zupełnie nowym elementem, niespotykanym w strategiach wyborczych kontrkandydatów, był występujący przy Tymińskiego motyw outsidera. osobisty przekaz kierował mężczyzna do ludzi niezadowolonych z obecnego układu władzy, pozbawionych możliwości wywierania nań wpływu, w żadnym wypadku takich jak mężczyzna sam. Co godne podkreślenia, swą ofertę wyborczą Tymiński kierował do możliwie jak najszerszej grupy potencjalnych zwolenników, cechujących się ponad wymienionymi przekonaniami. W tym celu w swoich przemówieniach, wypowiedziach, jak również w programie wyborczym, skupiał się na sprawach gospodarczych, oraz nie politycznych. działanie takie bazowało na założeniu, iż zmiana na lepsze sytuacji ekonomicznej kraju wpłynie pozytywnie i będzie odczuwalne na obiekt większej ilości ludzi. Tymiński w swojej strategii wyborczej docenił także rolę mediów. szeroko wykorzystywał możliwości, jakie dawały mu "występy" w telewizji, będąc postacią efektowną i medialną, o po wielokroć kontrowersyjnych poglądach.
Co podkreśla Marek Mazur[2], kompetencja kampanii wyborczej opiera się w dużej mierze na umiejętności szybkiej reakcji na najmniejszą nawet zmianę sytuacji. tak było w momencie kampanii Tymińskiego. W pewnym momencie nastąpił skumulowany atak mediów na jego osobę – jako kandydata niepoważnego i nieodpowiedzialnego, którego możliwy wybór miałby poważne negatywne skutki na obiekt naszego kraju. W takim położeniu istota ta także potrafiła się wykopać – zastosowała ona tutaj strategię "bezbronnej ofiary". Tymiński przedstawił siebie jako kogoś zaszczutego, na którego uwzięły się media, powiązane z establishmentem władzy, bojącym się utraty swojej pozycji. Taki wyobrażenie spowodował, iż zyskał mężczyzna sympatię i sukurs wielu osób.
Ciekawe wydaje się porównanie opisanej ponad strategii z tymi stosowanymi przez dwóch głównych adwersarzy Tymińskiego – Wałęsę i Mazowieckiego. być może tymczasem kreślenie "strategia" owo zbyt duże słowo, albowiem nawet same osoby działające w sztabach wyborczych miały wątpliwości, czy takowe w ogólności istnieją wobec postacią jakichś oficjalnych dokumentów ze spisanymi przejrzyście wytycznymi. Musiałyby one zamykać dane dotyczące wyznaczenia docelowych segmentów wyborczych, wyjaśnienia kwestii związanych z ofertą wyborczą oraz zagadnień organizacyjnych. jak się od czasu tego momentu okazało, suma owo wyszło "w praniu", nie uprzednio w toku kampanii.
O ile przemocą Lecha Wałęsy było to, iż nie kierował mężczyzna swego przekazu do jakiejś szczególnej grupy wyborców – chciał istnieć "prezydentem wszystkich Polaków" (bazując na popularności "trybuna ludowego" – przywódcy "Solidarności"), tak główną słabością Mazowieckiego była stosunkowa elitarność jego elektoratu. O ile Mazowieckiego popierali m.in. Marek Edelman, Adam Michnik czy Bronisław Geremek, owo sam Mazowiecki w swoich audycjach wyborczych bronił się: Mówią o mnie, iż ja Żyd. tymczasem ja nie jestem Żydem, tylko Polakiem. jak pisze M. Mazur: Mazowiecki nie potrafił ze swoim przesłaniem i wizerunkiem zabrnąć do innych grup społecznych niż osoby z wyższym wykształceniem, oraz ze względu na liczebną szczupłość tej grupy – ok. 60% naszych rodaków nie dociera do matury, nawet przy jej stuprocentowym poparciu (nierealne!) nie wolno było osiągnąć sukcesu wyborczego.[3] uwydatnić trzeba także, iż jeżeli wolno powiadać o umiejętnej kreacji wizerunku Wałęsy i Tymińskiego (ten startowy – dynamiczny, charyzmatyczny i silny przywódca, ten inny – altruistyczny, wysoko fachowy i niezależny gość sukcesu), owo w momencie Mazowieckiego był mężczyzna tworzony nieprofesjonalnie. emfaza jego mądrości, uczciwości i godności nie trafiało do do upadłego szerokich kręgów wyborczych. oraz Mazowiecki wybrał niepoprawny model kampanii – oraz owo znaczy strategię negatywną, polegającą na ciągłych atakach. tak nie powinno owo wyglądać, jeżeli stosował ją gość pozostały przy władzy. W ten sposób, zamiast przedstawiania swoich działań w pozytywnym świetle, utwierdzał swoich potencjalnych zwolenników w poglądzie, iż nie jest osobą odpowiednią do sprawowania najwyższego stanowiska w Polsce.